Nie zachwyciła mnie... Miałam wrażenie, że czytam dziennik gimnazjalisty. Nie polecam, ale oczywiście "co kto lubi"
niezwykle wzruszająca... Łzy mi leciały, gdy Bernard opuszczał obóz, a Daniel musiał tam zostać..., sam... I to spotkanie po latach Bernarda z Reginą, córką Daniela. Szkoda, że Daniel nie doczekał tego momentu ;(
1
Pierwsza książka tego Autora, którą miałam okazję przeczytać. Ake Edwardson - moje prywatne, wewnętrzne, całkowite, nieodwracalne i obezwładniające objawienie.
Nigdy nie wybaczę Autorowi, że ta książka skończyła się tak nagle, niezapowiedzianie, nieodwołalnie... Zostawiając mnie na granicy, na krawędzi... światów? przeżyć? `Piąta fala` to jedna z tych książek, po których nie mam ochoty zaczynać następnej. Rozpamiętuję ją, przeglądam n-ty raz, chłonę od nowa każde słowo. I czekam. Czekam z niecierpliwością na drugi (oby nie ostatni!) tom. ps. cenię w sobie to, iż przed sięgnięciem po książkę nigdy nie kieruję się recenzjami, opiniami innych. Na szczęście dla mnie i `5tej fali`.
1
zaczęłam czytać i oderwać się nie mogęęęę... jedna z najpiękniejszych historii, jakie dane mi było przeczytać! szkoda, że nie mam tej książki na własność /z biblioteki.../ :( :( i ta okładka, ta czcionka, ten papier lekko chropowaty! :):):)
Niekiedy wzruszająca, a czasem i wstrętna, wręcz ohydna, historia trzech pokoleń kobiet, z których każda miałaby coś do powiedzenia, odnośnie zmarnowanego, nieszczęśliwego życia. Wzruszająca, refleksyjna dzięki Meli - upośledzonej dziewczynce, która ma swój własny, (odrębny?) świat, wcale nie bardziej uszczerbiony od "naszego". Mimo, iż wielu rzeczy nie rozumie, to potrafi do każdej czynności włożyć tyle serca, ile niejeden nie byłby w stanie. O ile Mela z miejsca wzbudziła moją sympatię i, w pewnym sensie, zrozumienie dla jej sposobu postrzegania świata, to jej starsza siostra wręcz przeciwnie. Mimo, iż gdzieś jest podziw dla jej radzenia sobie z odrażającym mężem, choć nie wiem czy ona rzeczywiście sobie radziła... Tak do końca. Jej swego rodzaju przyzwolenia na to, co się działo nie jestem w stanie zaakceptować. W takich wypadkach trzeba stanowczo odciąć się, jak się odcina chory fragment roślinki, tym bardziej, że musiała walczyć nie tylko o siebie, ale i o córkę. "Fastryga" nie jest łatwą książką, po którą się sięga "by się rozerwać, spędzić miło wolny czas". Jest jak coś niezdrowego, co gniecie, uciska, nie daje myśleć. Nie uspokaja, lecz wręcz przeciwnie. Męczy, drażni, zmusza do refleksji nad tym, nad czym na co dzień najmniej chcemy się zastanawiać...
Niezwykle przejmujący opis przeżyć... "Przechodzimy przez śpiące miasto. Gdzieniegdzie wczesny przechodzień przystaje i patrząc na nas smutnym wzrokiem, w milczeniu kiwa głową. Kroczymy powoli z naszymi tobołkami, gęsto obstawieni przez esesmanów uzbrojonych w ‘empi’, maszynowe pistolety gotowe do strzału, i trzymających na smyczy kilkadziesiąt wilków, dogów i dobermanów. Po kilku kwadransach dochodzimy do obozu – widzimy setki drewnianych bloków rozstawionych opodal szosy prowadzącej z Lublina do Chełma. To jest Majdanek". s. 10 I, mówiąc brzydko, powtórka z 'rozrywki', w czasie ewakuacji do Oświęcimia: "Koło godziny 6 wieczorem każą się nam ustawiać w kolumnę. Mamy maszerować do Oświęcimia (...) Po dwukilometrowym marszu dochodzimy do mostu-przejazdu nad torami kolejowymi stacji Auschwitz O/S. (...) Jesteśmy w Oświęcimu... za ostatnią piątką opuszcza się wolno szlaban: ARBEIT MACHT FREI". s. 369